Pragnę napisać te parę słów, bo jeden dzień Lectio divina zdziałał w moim sercu jak i myśleniu niesamowicie dużo. Próbowałam wybrać się na nie 3 razy ale ciągle hamowały mnie jakieś przyziemne rzeczy,przeszkadzały- miałam czas chwilowej €˜pustyni duszy’. Brakowało mi takiego żaru w sercu , który pobudzał mnie wcześniej do zgłębiania Jego słowa.

Pojechałam na 1 dzień Lectio divina raczej z nastawieniem sceptycznym(Bóg pokazuje mi coraz bardziej,że to co NOWE jest cudowne i warto jest być otwartym, otwierać serce . Opuścić swoje wyobrażenia na dany temat ale spotkać Tego,który przychodzi)

 Po 15 minutach czytania Słowa zaczęłam się nudzić, stwierdzając ,że jest mi za długo ,już wszystko rozumiem( a prawie nic w tamtym momencie nie zrozumiałam) { a było o siewcy: Mk 4,1-20,26-32} ale wzięłam je jeszcze raz do ręki, zaczęłam wgłębiać się w nie..i wtedy wreszcie zrozumiałam co Bóg chciał mi przez nie powiedzieć. Mam ciągle obawy czy to co jest w moim sercu, powołanie ,które coraz bardziej ciągnie mnie w stronę całkowitego poświęcenia się Bogu jest właściwe… Ciągle miałam wątpliwości ,bałam się. Oczywiście nadal nie wiem jaka jest moja droga, choć wciąż i coraz mocniej mam to przekonanie w sercu ALE co jest ważne, właśnie we wszystkich tych chwilach miałam w głowie ciągle fragment  Ewangelii Jana 6,19-20

Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się.

 On zaś rzekł do nich: "To Ja jestem, nie bójcie się!"

Lectio jest czymś wspaniałym, taka formuła czytania Słowa jest tym czego moja dusza potrzebowała, przyszłam ze sceptycznym nastawieniem bo przez ostatni rok czytałam Biblię tylko w jeden sposób ,w gronie ekumenicznym. Myślałam ,że tamten sposób był najfajniejszy- choć po pewnym czasie zaczęłam się nudzić ,czegoś mi brakowało jednak kiedy zaczęłam praktykować czytanie Biblii inaczej, od nowa Bóg się wywyższył tego dnia, wlał w moje serce ogromny żar, spokój, znowu zapalił światło.

W niedzielę rano obudziłam się ze słowami piosenki śpiewanej w sobotę i dała mi po raz kolejny niezwykły spokój duszy , była takim napełnieniem na cały ten dzień.

Strach mój sprawia,że się cofam LECZ DZIĘKI TWEJ MIŁOŚCI, NIE TYLKO NAPRZÓD IDĘ LECZ BIEGNĘ!

Chcę kroczyć tą drogą, właściwie rozpoznawać moje powołanie, być tym ziarnkiem gorczycy , którego plony pomnożą się stukrotnie. Czuję, że płonę… z wdzięczności , miłości, napełnienia Jego miłością.

Pragnę i wierzę, że wreszcie usłyszę Jego wezwanie. Wierzę w to, że moje serce przygotowuje się do tego by było SERCEM SŁUCHAJĄCYM .