To się może wydawać rzewne. Doszukiwanie się pragnień, powołania... we wczesnym dzieciństwie. Ale ja musze zacząć właśnie od tych chwil. Od tego dziwnego dreszczu na plecach, gdy wracałyśmy z Mamą z misterium Męki Pańskiej. Od autokarowych pielgrzymek, na które mnie zabierała. Zapada zmrok już świat ukołysany... mruczałam w autokarze przyklejona do Mamuni. Śniadania w klasztornych refektarzach. Kodeń. Jasna Góra. Bardo. Ogólnie - pielgrzymkowy żywot.

Kolejny przebłysk. Nie wiem ile miałam lat. Dom, w którym mieszkaliśmy kilka lat tuż po moim urodzeniu, przy ul. Głogowskiej, a na przeciwko domu - klasztor. "Mamusiu, ja chyba kiedyś będę zakonnicą".
Po piątej klasie. Wakacje z misjami. Zdobywam drugie miejsce w turnieju tenisa stołowego. Olbrzymi Ojciec rekolekcjonista wręczając nagrodę mówi: "A może kiedyś z Ciebie będzie miał Pan Bóg misjonarkę".
Potem pamiętam jeszcze w podstawówce. Ferie spędzam na pierwszych w życiu rekolekcjach w klasztorze. Samo miejsce niekoniecznie mi się jakoś podobało. Ale długo jeszcze potem trzymałam taką ulotkę. Zdjęcie: zachód słońca i Słowo: Kogo mam posłać? Kto by nam poszedł? Oto ja! Poślij mnie! I w zasadzie jest we mnie coś z takiego narwańca, który sam się pcha. To samo niespokojne pragnienie musiało kierować mną wtedy gdy podczas szkolnych rekolekcji przez kratki konfesjonału wycedziłam coś, że ja chyba... ja chyba mam... Dziś już wiem, że to On sam daje nam pragnienia.

Pomostem, kołem ratunkowym i tratwą na czas liceum była dla mnie oaza. "Jedynka" w Krościenku. Kaplica Chrystusa Sługi. 26 lipca 1999 do dzisiaj mam wydrapane w mojej starej Tysiąclatce. Dajcie ciała swoje na ofiarę żywą i świętą Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej... Kapłan. Spowiedzi. Czas pokaże...

Wakacje przed klasą maturalną. Ni stąd ni zowąd, na turnusie rekolekcyjnym, którego właściwie miało nie być... bo nie było kadry. Zgłaszam się "na wariata". Jedziemy ekipą, praktycznie z jednych rekolekcji na drugie. I tam właśnie, gdy po drodze śpiewałam sobie (pamiętam!): Panie! Przepasz mnie i poprowadź gdzie ja nie chcę pójść... Spotykam po raz pierwszy "siostry z Moraska". Klasztor "pod nosem" właściwie. A jakoś nigdy wcześniej nie przyszedł mi do głowy. Karmel, Kopia Górka, Brat Albert – to tak, ale nigdy wcześniej nie Morasko.

Trzecie rekolekcje tego lata (to już chyba lekka dewocja): trzy dni u sióstr - moich nowych znajomych. Medytacja nad Ewangelią. Razem z Piotrem po wodzie do Chrystusa i nagle spadam... puszczam się dotychczasowych pomysłów. Zostaje ten jeden.

7 września 2002 roku. Sobota. Wczesne popołudnie. Przyjeżdżam do klasztoru. Od tamtych chwil dobiega już osiem lat. Nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym... Zmagania. Czas trudu i wielkich radości. Czemu bojaźliwi jesteście, jakże wam brak wiary... W strumieniu Światła, które leje się codzień na mój łeb wychwytuję zaledwie przebłyski, tak jak ten na przykład, "z ostatniej chwili". Jedziemy z Basią (serdeczna moja znajoma z parafii). Już ciemno. Kocham nocne ulice, światła domów i samochodów. Baśka opowiada. O Josifie - to jej mąż. Jak czule obchodzi się ze swoją, schorowaną już mamą. Czasami jest z niego dumna, ale czasami... Myślę sobie w duchu, jak pięknie z kimś być na dobre i na złe. Wtedy myśl: Właśnie Tobie, nikomu innemu, właśnie Tobie to Jezu oddaję. Chcę być z Tobą. Szczęście zalewa mi serce...

Tyle już słów na wiatr rzucanych, tyle obietnic, zdrad, powrotów. Czy masz cierpliwość do mnie, Panie? I czy uwierzysz we mnie znowu?


siostra